Rozważania

Człowiek – brzmi dumnie!

To niesamowite, że za nas, kiedy jeszcze byliśmy grzesznikami, umarł Jezus, Bóg, najcenniejszy z cennych, Alfa i Omega, nieskończony, ten, który nie ma początku i końca, stwórca wszechświata, Pan wszelkiego stworzenia. Nie przeszkodziła Mu nasza nędza, małość, nie brzydził się nami, słabymi, niestałymi, nie wziął pod uwagę naszych ewidentnych złych wyborów, przyjął nas takimi, jakimi jesteśmy i oddał za nas swoje własne życie, aby zapłacić za nasze błędy. Spłacił nasze zadłużenie, samym sobą. Ta uwalniająca, ewangeliczna prawda przenika całe moje myślenie, i coraz głębiej penetruje sposób, w jaki postrzegam świat. Jednym z kierunków, który otwiera perspektywa, w której jestem odkupiony przez Jezusa to zachwyt nad stworzeniem, nad człowiekiem, który okazał się dla Boga ważny na tyle, aby oddał On swoje własne życie na krzyżu za nas. A nawet więcej, udzielił nam, ludziom, Ducha Świętego, który wypełniał Jego samego, Jezusa, i w którego mocy chodził po Ziemi. Uznał, że w nas, niedoskonałych, słabych naczyniach może zamieszkać ten sam Duch, który mieszkał w Nim… Nie dziwią więc słowa Apostoła Pawła: „Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg. Świątynia Boga jest świętą, a wy nią jesteście.” (1 Kor 3, 17). Człowiek to wielka godność, boska godność, której nikt nie może nam zabrać. Nie zależy ona od naszego poczucia, tego, jaka jest nasza lokalna, dzisiejsza perspektywa, ale wynika ona z tego, co zrobił dla nas Jezus. To, kim jesteśmy, co myślimy, jak żyjemy, co lubimy, jak reagujemy, co czynimy, i z czego rezygnujemy MA ZNACZENIE. „Człowiek” brzmi dumnie, dziś zachwycam się nad tym, kim jestem, kim się staję i do czego – wierzę – zostałem powołany: aby stać się jedno z Bogiem, „aby w Niego wejść z sobą samym”, nie tylko Go naśladować, ale więcej – uczestniczyć w nieskończonym życiu nieskończonego Boga, który mieszka w nas. To chrześcijańska tożsamość, kapłańska i królewska, tożsamość, która czerpie w samym Jezusie, Panie kosmosu. Choć to już nieco inna historia…

„(…) Człowiek, który chce zrozumieć siebie do końca — nie wedle jakichś tylko doraźnych, częściowych, czasem powierzchownych, a nawet pozornych kryteriów i miar swojej własnej istoty — musi ze swoim niepokojem, niepewnością, a także słabością i grzesznością, ze swoim życiem i śmiercią, przybliżyć się do Chrystusa. Musi niejako w Niego wejść z sobą samym, musi sobie „przyswoić”, zasymilować całą rzeczywistość Wcielenia i Odkupienia, aby siebie odnaleźć. Jeśli dokona się w człowieku ów dogłębny proces, wówczas owocuje on nie tylko uwielbieniem Boga, ale także głębokim zdumieniem nad sobą samym. Jakąż wartość musi mieć w oczach Stwórcy człowiek, skoro zasłużył na takiego i tak potężnego Odkupiciela (por. hymn Exsultet z Wigilii Wielkanocnej), skoro Bóg „Syna swego Jednorodzonego dał”, ażeby on, człowiek „nie zginął, ale miał życie wieczne” (por. J 3, 16). Właśnie owo głębokie zdumienie wobec wartości. i godności człowieka nazywa się Ewangelią, czyli Dobrą Nowiną. Nazywa się też chrześcijaństwem. (…)”
JPII, Redemptor Hominis (10)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *