Rozważania

Drzewo, które ocala

Istnieje pewna siła pozwalająca człowiekowi przeciwstawiać się złu, nawet po mimo trudów, poniesionych kosztów, ran, po mimo tego, że trwanie przy dobru bywa niewygodne, potrafi uwierać, kłuć, boleć, często w sposób długotrwały. A jednak jest możliwe temu złu się oprzeć i trwać w dobrym. Wierzę, że źródłem takiej siły jest Jezus, który może uczynić człowieka „jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą” (Ps 1). Ten z pozoru oszczędny opis człowieka, który chodzi drogami Pana to tak naprawdę głębokie nauczanie o życiu duchowym. Po pierwsze – wzrost drzewa – obrazu człowieka duchowego – to długotrwały proces, wymagający decyzji trwania w cierpliwości i stałości. Stałości, która nie zważa na zmienne warunki pogodowe: opady, wiatry, burze, susze, zmieniające się pory roku itd. (symbolizujące rozmaite, często niesprzyjające i niewygodne sytuacje i sezony ludzkiego życia). Po drugie człowiek duchowy potrzebuje być zasadzony nad „wodą”. Innymi słowy potrzebuje mieć źródło swojego wzrostu, przy którym trwa. To źródło to Bóg, który udziela drzewu życia. Drzewo godzina po godzinie, dzień po dniu, miesiąc po miesiącu trwa zasadzone nad tą płynącą wodą. Nie tylko w niedzielę, nie tylko na nabożeństwie, nie tylko na spotkaniu modlitewnym, nie tylko na modlitwie osobistej, nie tylko w Boże Narodzenie, ale konsekwentnie, cały czas. To biblijne, mini nauczanie o wzroście duchowym człowieka zawiera jednak jeszcze jeden szczegół – woda, przy której trwa człowiek duchowy jest „płynąca”. Płynąca, czyli zmienna, dynamiczna, choć to cały czas ta sama „woda” – to jednak cały czas nowa, zmienna. Dlatego człowiek szukający duchowego wzrostu musi być gotowy na przyjęcie Bożej dynamiki, zaskakiwania, przyjmowania rzeczy nowych. Woda „stojąca” to woda, która niczym nie może nas już zaskoczyć, którą znamy, która nie przynosi nowości i nie prowadzi nas dalej.

„Muł zapuścił się pod konary wielkiego terebintu (dębu). Absalom zaczepił głową o gałęzie terebintu i kiedy muł, na którym jechał, popędził dalej, on zawisł między niebem i ziemią” (2Sm 18, 9b). Modląc się tym fragmentem od razu przypomniał mi się właśnie fragment przytoczonego wcześniej Psalmu 1. Absalom symbolizuje tutaj sytuację trudną, sprzeciwił się królowi Dawidowi – swojemu ojcu i postanowił odebrać mu tron. Zebrał wojsko i rozpoczął walkę z armią Dawida. Jednak jadąc na mule, w pewnym momencie zahacza o duże, dojrzałe „drzewo”, które to go zatrzymuje. Absalom po zderzeniu z drzewem pozbawiony jest muła, dzięki któremu mógłby pojechać dalej aby nadal działać zło, zawisł on „między niebem i ziemią”, znalazł się w sytuacji bez wyjścia, został jakby „rozbrojony”. To jest właśnie ta siła drzewa, które urosło i nie tylko stało się wspaniałym schronieniem, domem dla np. ptactwa, czy źródłem cienia dla spragnionych chłodu w upalne dni. Ale drzewo stało się też „ścianą”, które zatrzymało zło. Być może niektóre gałęzie się ułamały, listki spadły. Ale drzewo stoi, a rozwojowa zła sytuacja się zakończyła (był to koniec Absaloma).

Chcę takiej siły w swoim życiu, która mnie nie zawiedzie, która – gdy będzie na mnie zmierzać Absalom – będzie wystarczająco duża abym się nie złamał. Widziałem wielu ludzi, którzy mają taką siłę, którzy nie dali się złamać, wytrwali przy dobru do końca. Wierzę, że Jezus może i mnie tak ukształtować, abym stał się drzewem – cieniem dla potrzebujących, schronieniem dla najmniejszych, ale też ścianą, która – jeśli będzie potrzeba – zatrzyma zło. I nie chodzi mi tutaj o bycie idealnym, o tym już wiele razy pisałem tutaj – taki nie jestem i nie będę, ale o pewną wypadkową wyznaczoną przez kierunek mojego życia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *