Kto ma racje? Czy to najważniejsze? Przysłuchuję się różnym bataliom, niestety także wewnątrzkościelnym, atakom, raniącemu cynizmowi, ocenom, sądom, czasami wyrażanym bezwzględnie… Często brak nam pokory, otwieramy za wcześnie usta, nie przynosimy tzw. życia, ale śmierć… Tak, jakby w każdej sytuacji, często drugorzędnej, zawsze chodziło tylko o to, kto ma racje, bez patrzenia na miłość. O jak bym chciał, żebyśmy zaczęli żyć – szczególnie w Kościele – intuicją papieża Franciszką wyrażoną w adhortacji „o powołaniu do świętości w świecie współczesnym”, bo jak nie to obawiam się, że prędzej czy później wypełni się Słowo z Ga 5, 15: „A jeśli u was jeden drugiego kąsa i pożera, baczcie, byście się wzajemnie nie zjedli.„. Potrzebujemy się wzajemnie przyjąć, także z naszymi „błędami i upadkami”, także z tym, co czasami nie jest w nas „autentyczne i doskonałe”, także z tym, co nie zawsze jest w nas „wierne Ewangelii”.
„Aby rozpoznać, jak brzmi to słowo, które Pan pragnie wypowiedzieć poprzez danego świętego, nie należy rozwodzić się nad szczegółami, ponieważ również w nich mogą występować błędy i upadki. Nie wszystko, co święty mówi, jest w pełni wierne Ewangelii, nie wszystko, co czyni, jest autentyczne i doskonałe. Tym, co należy podziwiać, jest całe jego życie, cała jego droga uświęcenia, ta jego postać, która odzwierciedla coś z Jezusa Chrystusa i która odsłania się, kiedy udaje się pojąć znaczenie jego osoby jako całości.”
p. Franciszek, Gaudete Et Exsultate (22)
